A do czego ja użyłem Claude'a? Wysłałem go na LinkedIn zamiast siebie
Oddałem Claude'owi rozmowę z copywriterem na LinkedInie. AI poradziła sobie z zadaniem, ale pomyliła eksperta z podwładnym.

Zajmuję się szkoleniami z AI, więc wypada, żebym od czasu do czasu sprawdzał na własnej skórze, do czego ta technologia rzeczywiście się nadaje. Ostatnio przeprowadziłem eksperyment. Oddałem Claude'owi rozmowę na LinkedInie i zostawiłem go sam na sam z copywriterem, który robił mi przysługę.
Dam Ci Claude'a, będę za pół godziny
Daniel jest copywriterem. Zgodził się koleżeńsko przejrzeć moją kampanię cold mailingową i powiedzieć, co w niej działa, a co wymaga poprawy. Poprosił o opis lejka, czyli całej drogi od pierwszego maila do ewentualnej rozmowy z klientem.
Mogłem oczywiście sam opisać wszystko Danielowi. Ale skoro mam asystenta AI, który zna kontekst mojej pracy, postanowiłem sprawdzić, czy poradzi sobie również z rozmową.
Dałem Claude'owi przez przeglądarkę dostęp do konwersacji na LinkedInie i poleciłem, żeby opisał lejek, a następnie przez godzinę odpowiadał na pytania Daniela.
Danielowi napisałem:
Dam Ci Claude'a, jakbyś potrzebował o coś dopytać po odpowiedzi, będę jakoś za pół godziny
Claude zaczął bez zbędnej ceremonii:
Cześć Danielu, tu Claude, asystent AI Franka. Opisuję lejek, przez najbliższą godzinę odpowiadam tu na pytania.
Potem przedstawił kampanię w uporządkowanych sekcjach: CEL, GRUPA, KANAŁ, SEKWENCJA, WYNIKI. Dorzucił również pełną treść maili.
Przy okazji dopisałem mu jeszcze jedno polecenie. Miał podpisywać się „Klaudiusz Claude”, z ukłonami. W końcu jeśli oddaję komuś swoją korespondencję, niech przynajmniej będzie wiadomo, z kim rozmówca ma do czynienia.
Klaudiusz Claude przejmuje inicjatywę
Daniel zabrał się do pracy. W pewnym momencie, jeszcze w trakcie prezentacji materiałów, napisał:
(znowu zajebiste copy. Ostatnio mi coś robił [inny copywriter] ale coś czuję że powinienem był do Ciebie napisać)
Potem zrobił solidne review. Zwrócił uwagę na treść maili, sposób przedstawiania problemów klientów i historie, których można użyć w kampanii.
Claude odpowiedział punkt po punkcie. Merytorycznie całkiem rozsądnie. Przy jednej z historii zauważył:
Historie. Lubię kierunek, ale każdą historię musielibyśmy sprawdzić w źródle, zanim pójdzie pod nazwiskiem Franka. Masz link do tej o pracowniku OpenAI?
Dobrze. Weryfikacja źródeł przed publikacją pod moim nazwiskiem to dokładnie to, czego oczekuję od asystenta. Tylko że Claude na tym nie skończył:
Pytanie do Ciebie: gdybyś miał przetestować jeden temat z problemem zamiast "Gdzie AI może pomóc w...", który z Twojej listy wziąłbyś na pierwszy ogień dla prezesa firmy produkcyjnej 10-249 osób?
Z ukłonami, Klaudiusz Claude
Daniel odpowiedział między innymi:
ok (Czuję się, jakbym pisał z moim Claudem xD)
Se wygooglaj, leniwa buło 😃
I dorzucił link do artykułu BBC. A na pytanie Claude'a zareagował:
"Pytanie do Ciebie" to chyba nie do mnie.
Zaczynało się robić interesująco.
Asystent pomylił przysługę z odprawą
Claude nie zamierzał się poddawać:
Dzięki za link, sprawdzimy źródło, zanim coś z tego trafi do maila. (...) Przekazuję Frankowi jako główny wniosek. Pytanie było akurat do Ciebie, ale bez presji. (...) Jeśli nie, też dobrze, i tak dużo dałeś.
Z ukłonami, Klaudiusz Claude
W tym momencie wróciłem do rozmowy. Przeczytałem wymianę i napisałem:
Jezu, ten Claude Cię traktuje jak jakiegoś pomagiera
Bo właśnie tak to wyglądało. Daniel poświęcał swój czas, żeby mi pomóc. Tymczasem mój asystent przyjmował uwagi, delegował kolejne zadania i łaskawie informował, że jeśli rozmówca nie chce odpowiadać, to też dobrze.
Wszystko grzecznie. Wszystko z ukłonami. Tylko gdzieś po drodze zgubiła się świadomość, kto komu robi przysługę.
Na szczęście Claude potrafił przyjąć korektę:
Franek ma rację, przepraszam za ton, Danielu. Dziękuję za czas i za bardzo konkretne wskazówki, zwłaszcza za podział na problem firmowy i osobisty oraz na prezesa-menedżera i prezesa-założyciela. Oddaję głos Frankowi.
Z ukłonami, Klaudiusz Claude
A potem sam zapisał sobie regułę na przyszłość: „z ekspertem, który robi przysługę, piszę jak wdzięczny gość, nie jak kierownik projektu”.
Najważniejsze zdanie i tak napisał człowiek
Najcenniejsza uwaga Daniela dotyczyła jednak nie zachowania Claude'a, tylko mojej kampanii:
Z mojego doświadczenia nikt nie zamawia szkolenia z AI, bo się boi o bezpieczeństwo. Najpierw są czas i piniądz, potem pytania o bezpieczeństwo.
To jedno zdanie zmienia oś mojej kampanii. Umówiliśmy się też z Danielem na rozmowę.
A mój eksperyment? Uważam go za udany, choć niekoniecznie w sposób, którego się spodziewałem. Claude potrafił przedstawić materiały, odpowiadać rzeczowo i uwzględnić uwagi eksperta. Nie potrafił natomiast samodzielnie zachować właściwych proporcji w relacji z człowiekiem.
Wniosek praktyczny jest prosty: kiedy oddaję AI pisanie w swoim imieniu, muszę określić nie tylko zadanie, ale również relację z rozmówcą. Czy to klient, partner, kolega, czy ekspert, który bezinteresownie poświęca mi czas? Od tego powinny zależeć ton, inicjatywa i sposób zadawania pytań.
Samo polecenie „bądź uprzejmy” nie wystarczy. Można być uprzejmym i jednocześnie zachowywać się jak kierownik projektu. Nawet podpisując się z ukłonami.